Aleksander Nowak
Nazywam się Aleksander Nowak i jestem fotografem codziennym. Tak w zasadzie fotografuję w drodze do pracy i z pracy, plus weekendy.
Zaczęło się to 4 lata temu, gdy półprzypadkiem trafiłem na zdjęcia Henriego Cartier-Bressona, szukając opinii na temat nowego aparatu… potem na in-public.com, Ramiego, na agencję Magnum… powoli rozwinęła się we mnie specyficzna choroba… wyrósł mi nowy organ - aparat w prawej dłoni.
Nie studiowałem fotografii. Nie wygrałem żadnego konkursu - w zasadzie w żadnym z nich nie mogłem znaleźć sobie miejsca już na etapie składania prac… Niemal przypadkiem kilka moich prac pojawiło się w Emerging Photographers Fund (http://www.davidalanharvey.com.temp.livebooks.com/) stworzonym przez Davida Alana Harveya z Magnum. Prowadzę za to swój dziennik, Photo-A-Day, http://pad.alkos.info . Od niemal 3 lat umieszczam zdjęcie dziennie - z kilkoma wyjątkami jak dotychczas - które wydaje mi się dobre, ważne, mocne (lub choćby przyzwoite). Z tych, które udało mi się zrobić ostatnio - zazwyczaj tego samego dnia, jednak ciągle zbyt często muszę szperać w szufladzie…
Używam filmu i czerni-bieli. Filmu, bo ma fakturę, ciepło i miękkość światła, jest do tego zwyczajnie mniej kapryśny niż obraz z cyfrowego sensora. Czerni i bieli, bo kolory mnie rozpraszają. Bo plamy barw żyją własnym życiem, a mnie interesuje to co się dzieje z rzeczami, ludźmi i światłem. Bo kolory mają cechy - czerwień to miłość a błękit to zimno - zaś szarości nie. A może zwyczajnie nie umiem nad nimi panować…
Poniższe kilka zdjęć jest wynikiem wysiłku Redakcji, aby wybrać z tych trzech lat coś reprezentatywnego. Dziękuję, sam nie potrafiłbym… Fotografuję raczej intuicyjnie, a może raczej niewerbalnie; w trakcie nie myślę nad spójnością ani kontekstem tego, co robię. Najczęściej przechadzam się po mieście, szukając czegoś, co mnie zaciekawi, zaskoczy, zadziwi, sprawi, że się uśmiechnę - oraz odpowiedniego “punktu przyłożenia”. Kiedy już wszystko dzieje się tak, jak powinno - jest adrenalina, zapasy z materią, sobą, światłem, momentem, kadrem… A czasem tylko - ot, już, stało się. Nie konstruuję zdjęć. Nawet te spokojne, przemyślane kadry są skutkiem obserwacji, której się nie spodziewałem.
Tak ogólnie, to jestem przechodniem. Omijam, nie wdaję się w rozmowy, zbywam uśmiechem - przynajmniej tyle, że szczerym. Udaję turystę albo że nic się nie stało. W końcu nie dokumentuję, nie pokazuję prawdy ani informacji, a raczej chwile. Przypadki. Zbiegi okoliczności. Zdjęcia.








