Paweł Stelmach

admin | Galerie gościnne | poniedziałek, czerwiec 15th, 2009

Uwielbiam fotografować ulice i zwykłe spokojne na nich życie, jakie tam
znajduje, a najbardziej ten element zaskoczenia, że wszystko tam jest
niezwykłe.
Więcej: www.pawelstelmach.blogspot.com

O fotografii prasowej

Asia | Teksty | piątek, czerwiec 5th, 2009

Fotografia prasowa, tak stara jak fotografia
Fotografia prasowa zastąpiła już w latach czterdziestych XIX wieku ilustracje graficzne w pismach Illustrated London News, paryski L’Illustration czy Illustrierte Zeitung z Lipska. Fotografie – dagerotypie były najpierw przekładane na drzeworyty. Od 1857 roku proces był łatwiejszy dzięki wynalazkowi George Barnarda, umożliwiającemu przełożenie kolodionowego negatywu wprost na drewniany klocek. Zmianę w technice druku fotografii przyniósł dopiero schyłek XIX wieku.
Równocześnie zmieniały się procesy fotograficzne umożliwiające przyspieszenie procesu, materiały o coraz większej czułości skracały czas naświetlania. Pierwsze fotografie prasowe, które przedstawiały wydarzenie musiały być starannie pozowane, gdyż niemożliwe było jeszcze w latach 1850tych zarejestrowanie ruchu. Istnieje słynny dagerotyp wykonany przez George Barnarda podczas pożaru w Nowym Jorku w 1851 roku, uchodzi tym samym za pierwsze zdjęcie reporterskie.

Wojna w obiektywie
Pierwsza wojną, którą ukazano na fotografiach była wojna krymska w latach 1853-1856. Roger Fenton dokumentował działania poprzez oficjalne portrety dowódców i strategów, szeregowych żołnierzy i oficerów podczas posiłku, czy też zbiorowe „pamiątkowe” ujęcia. Razem z armią spędził 4 miesiące w 1855 roku. Sławę pierwszego wojennego fotoreportera przyniosły mu zdjęcia pola bitwy, jednak nie w trakcie działań, gdyż na to nie pozwoliła mu skomplikowana technika. Fotografował za pomocą procesu mokrego kolodionu. Naświetlenie klatki zajmowało wówczas od 5 do 20 sekund. Nie mógł znaleźć się na polu bitwy. Szklane płyty negatywowe pokryte były mokrą cieczą, roztworem bawełny kolodionowej z jodkiem srebra w połączeniu z alkoholem i eterem, które trzeba było naświetlić i wywołać przed zaschnięciem składników. Fotografowie musieli przemieszać się z namiotem czy specjalnym wozem, w którym można było wywołać kolodion. Zdjęcia jakie dostarczył na zlecenie brytyjskiego dworu fotograf, były statycznymi ujęciami. Obrazy opustoszałego pola bitwy – słynnej doliny cienia śmierci – wzbudziły oburzenie oglądających te zdjęcia. Mało kto wówczas doceniał udział fotografa w trakcie wojny. Już wówczas pojawiły się wątpliwości natury moralnej, czy tego typu obrazy powinny być publikowane i udostępniane czytelnikom.

Dopiero na krótko przed II Wojną Światową fotoreportaż wojenny okazał się istotnym elementem dziennikarstwa. Na zdjęciach z frontu ukazano szerokiej publiczności czym „naprawdę” są działania zbrojne. Robert Capa, najważniejszy fotoreporter wojenny, był zawsze na pierwszej linii frontu, na każdej z 13 wojen, które fotografował. „D-Day, wtorek, był dobrym dniem dla Life” napisał w „Mojej historii fotografii prasowej” John G. Morris, który był odpowiedzialny za pozyskanie materiału od Capy i przesłanie wywołanych odbitek do nowojorskiej redakcji. Cały proces – od momentu zrobienia zdjęć do wydrukowania ich w magazynie zajął wówczas całe 13 dni.

Wojna w obiektywie kamery
Dopiero rozwój telewizji i przełomowa w tym względzie I Wojna w Zatoce Perskiej, relacjonowana na żywo przez dziennikarzy na miejscu, zmieniła znacząco fotoreportaż wojenny. Międzynarodowe konkursy fotografii prasowej, m.in. istniejący od 1955 roku World Press Photo, a także nagroda dziennikarska Pulitzer, która od 2000 roku przyznawana jest także fotoreporterom przyzwyczaiły współczesnych odbiorców do fotografii z dala od pierwszej linii frontu. Fotografie przestały informować o wydarzeniu, jej miejsce zajęła telewizja. Jednak na zdjęciach reporterskich z konfliktów a także kataklizmów przełomu XX i XXI wieku widać przede wszystkim cierpienie ludzi, zaraz za frontem. Fotoreporterzy częściej zwracają się ku ludziom żyjącym w cieniu wydarzeń, o których mówi telewizja.

„5 minut dla fotoreporterów” czyli święto reportażu
Największa popularność fotoreportażu zaczęła się w latach 1950. Równocześnie w Ameryce i Europie powstały wówczas ilustrowane magazyny ukazujące obrazy z różnych części świata. Zawód fotoreportera doczekał się swoistej nobilitacji, a nawet mitologizacji. Szczególnie przyczynił się do tego film „Powiększenie” Michelangelo Antonioniego z 1966 roku. Dostępność fotografii w prasie natychmiast wykorzystali politycy: każdy rząd, prezydent czy rodzina królewska miały swoich fotografów, a sceny z życia codziennego elit były pożądanym przez czytelników towarem. Jednym ze znaczących zmian pokazujących nowe rozumienie fotoreportażu, to praca Cornella Capy z kampanii prezydenckiej a następnie pierwszych 100 dni rządów Johna F. Kennediego, wydana w formie książki „JFK na prezydenta” w 1961 roku.
W Polsce najważniejszymi czasopismami ilustrowanymi były wówczas: „Panorama”, „Świat”, „Polska”, „Stolica”. W „Życiu Warszawy” raz w tygodniu drukowany był dodatek z fotoreportażami. Warto jednak pamiętać o istotnych ograniczeniach sprzętowych (niska czułość materiałów światłoczułych), dużej wiedzy i doświadczeniu jakim musiał się wykazać fotoreporter otrzymujący z redakcji często jedną „rolkę na temat”, wypożyczając sprzęt z redakcji.

Współczesny antropolog
Fotografia podróżnicza jest z jednym z najżywiej rozwijających się gatunków. Zainteresowanie życiem codziennym innych ludzi było obecne długo przed wynalezieniem fotografii. Na Wystawach Światowych w drugiej połowie wieku XIX bardzo chętnie oglądano zdjęcia z dalekich krajów oraz ich mieszkańców. Bardzo szybko dyletanci zamienili swoje pamiątkowe rysunki na fotografie. Aparat fotograficzny towarzyszy badaczom w najważniejszych wyprawach – od głębin oceanów aż po księżyc, ale także nam – jest nieodłącznym rekwizytem, zabieranym na każdy wyjazd. Ostatnie dwudziestolecie to czas szalonego spopularyzowania się fotografii. Niesłabnącą popularnością jednak cieszą się w końcu XX wieku widoki ciągle zmieniającego się świata. Coraz większe możliwości techniczne aparatów, większa dostępność i wreszcie rozwój turystyki sprawiły, że miejsce dla fotoreporterów prasowych zostało znacznie zawężone. Podczas urlopów, poza wykonywaniem zdjęć pamiątkowych, fotoamatorzy bardzo często rejestrują życie codzienne w miejscach do których dotarli.

Fotografia prasowa poza prasą
Dostęp do informacji poprzez telewizję i internet, ułatwienia i dostępność procesu fotograficznego, oraz polityka agencyjna to główne przyczyny zmiany światowego modelu dziennikarstwa fotograficznego. Kolejne redakcje rezygnują z finansowania długich wypraw fotoreporterów, coraz rzadziej wysyłają też swoich pracowników do opracowania tematów ważnych za granicami kraju. Od lat 50tych XX wieku zdjęcia można kupić poprzez agencje fotograficzne. Jednak dopiero w ostatnich czasach, ekspansji fotografii cyfrowej nasiliło się przeświadczenie, że nie potrzebny jest na miejscu profesjonalny fotoreporter, skoro każdy potrafi wykonać zdjęcie i często ma ze sobą aparat.
Fotografia prasowa jest ciągle gatunkiem rozwijającym się. Nawet jeśli nie jest pierwszym źródłem informacji, nigdy jeszcze nie była tak popularnym gatunkiem jak obecnie. Magazyny fotografii prasowej, strony internetowe, pokazy slajdów: tak zwane podcasty, czy wreszcie niezliczone wydawnictwa w temacie i organizowane konkursy, przeglądy wskazują na ogromną popularność fotografii prasowej. W ciągu ostatnich lat przestała ona dotyczyć tylko i wyłącznie prasy codziennej i drukowanych magazynów. Warsztaty, poradniki i szkoły fotoreportażu to literatura znacznie bardziej pożądana niż po prostu elementarz fotografowania. Poprzez festiwale fotografii, wystawy i przeglądy w znacznie większym stopniu dociera do zainteresowanych odbiorców.

Editorial photography – wyrażenie bez odpowiednika w języku polskim, można przetłumaczyć na fotografię edytorską, określa całość fotografii znajdującej się w magazynie czy gazecie, które powstały na zlecenie redakcji.

Fotoedytor (z angielskiego Photo Editor) – osoba w redakcji, która wybiera zdjęcia ilustrujące wydanie gazety, magazynu; decyduje o zawartości fotografii w wydaniu.

Photoresearcher – bez odpowiednika w języku polskim; od angielskiego researcher – poszukiwacz; osoba w redakcji lub agencji, banku zdjęć, która zajmuje się wyszukiwaniem fotografii i odpowiednim opisaniem zdjęcia;

Fotografia newsowa – fotografia wydarzeń. Pod koniec XX wieku na świecie zaczęto rozróżniać fotoreportaż od fotografii newsowej (wersja spolszczona, od angielskiego „news”, wiadomości). O ile zatem fotoreportaż jest opowieścią, gdzie słowa wyjaśniające zajmują mniej miejsca niż fotografie, o tyle fotografia wydarzenia to jedna, bądź kilka klatek ukazujące bohaterów wydarzeń w momencie kulminacyjnym. Fotoreportaż można utożsamiać z artykułem, natomiast fotografię newsową z rodzajem obrazowej depeszy.

Stock-photography – bank zdjęć. Wykorzystywany głównie przez wydawców i agencje reklamowe. Bank pośredniczy w sprzedaży licencji do publikowania zdjęć.

Agencja fotograficzna – posiada własnych fotoreporterów, reprezentuje także interesy międzynarodowych agencji w danym kraju.
W powojennej Polsce były dwie główne agencje fotograficzne. Pierwszą była Wojskowa Agencja Fotograficzna, działająca od 1947 roku, która przygotowywała serwis fotograficzny dla pism wojskowych. Centralna Agencja Fotograficzna powstała w 1951 roku. Była jedyną agencją w kraju, która udostępniała serwis prasie. W 1989 roku sytuacja znacząco się zmieniła, powstały mniejsze i prywatne agencje fotograficzne. Centralna Agencja Fotograficzna w 1991 roku weszła w skład Polskiej Agencji Prasowej. Agencja Gazeta powstała w 1996 roku, z inicjatywy działu foto Gazety Wyborczej.

Joanna Kinowska

“O miejscu fotoreportażu, o publikacjach, wyborze zdjęć i ulubionej pracy opowiadają fotografowie i fotoedytorzy Gazety Wyborczej”

Asia | Teksty | czwartek, czerwiec 4th, 2009

W trakcie dyskusji o „Przyszłości fotoreportażu” * w Galerii Zachęta Piotr Janowski, były fotoreporter Gazety zauważył, że „Fotoreportaż prasowy stał się bezdomny. Fotoreportaż jest rodzajem dziennikarstwa. Więc jeśli mówimy w kategoriach dziennikarstwa o fotoreportażu, który wisi w galerii, na stronie internetowej, to mam wrażenie, że ten rodzaj dziennikarstwa w nowoczesnych mediach traci rację bytu. Nie twierdzę, że tego typu fotografia umarła, że nikt tego nie robi, ale dociera do nieporównywalnie mniejszej liczby ludzi, niż docierało kiedyś.”

Fotoreportaż znalazł miejsce w galeriach, albumach, Internecie. Jaka jest kondycja fotoreportażu? Czy to dobrze czy źle, że mniej go w prasie, a więcej w innych mediach? 

Sławek Kamiński, w GW od 1991.

Fotoreportaż stracił swoje uprzywilejowane miejsce w sposób naturalny. Królował w prasie przez bardzo długo. W Polsce właściwie przez lata 50, 60, 70 i 80. Pod koniec lat  90 zmieniła się jego definicja i forma. Pojawiły się zbiory zdjęć, które nie spełniały dawnych kryteriów. Fotoreportaż zastąpiły portrety ludzi , czasem sztucznie upozowanych. Takie zdjęcia były czymś nowym. W końcu trudno sobie dziś wyobrazić klasyczny 8-9 zdjęciowy fotoreportaż np. o pieczeniu chleba. Nuda!!! Mamy za to MTV, YouTube, podkasty i slideshowy. Na koniec ciekawostka, w kilku papierowych wydaniach encyklopedii, które posiadam nie ma hasła FOTOREPORTAŻ.

Damian Kramski – fotoreporter.

Oczywiście, że to jest złe. My, chociaż powinienem mówić tylko za siebie, więc ja chcę oglądać prawdziwe życie ludzi, wnikać w nie. Fotografia newsowa jest krótkotrwała i ulotna, szybko staje się nieaktualna, a fotoreportaż zawsze opowiada o czymś istotnym, bez względu na miejsce, czas i temat. Niestety umiera…, szczególnie na łamach. W innych mediach ma swoje drugie życie…

Adam Golec – fotoreporter.

Fotografia prasowa powinna mieć swoje dobre miejsce w prasie. Ostentacyjne werdykty wyrzucające ją poza strony gazet wydają się być często na wyrost. Bo lokując fotoreportaż w galeriach, albumach zapominamy o głównej roli fotografii prasowej jakim jest walor informacyjny.
Dekorowanie ścian domów aukcyjnych i gabinetów bogatych prezesów, produkcja wystaw będących jedyną publikacją wielkich zaangażowanych projektów koronują jedynie wysiłek fotografa i moc sponsora. Tylko kim jest widz takiej ekspozycji? Kto poszukuje informacji o świecie w książce o tysięcznym nakładzie?

Beata Łyżwa - Sokół, fotoedytor Gazety Wyborczej od 2006 r.

Fotoreportaż raczej zmienił adres, to prawda, że częściej możemy go dziś oglądać w galeriach, internecie i albumach fotograficznych, ale też zmienia się rynek prasy. Większość gazet przenosi się do internetu, wydania papierowe się kurczą, lada dzień większość z nas będzie czytało prasę tylko na ekranach osobistych, przenośnych komputerów, mieszczących się w torebce albo kieszeni spodni. W dobie telewizji wyczerpała się sama formuła fotoreportażu czyli serii zdjęć opowiadających jakąś historię. Większość materiałów fotograficznych nie wytrzymuje konkurencji z materiałami filmowymi. Dzieje się tak dlatego, że niewielu jest fotoreporterów, którzy potrafią opowiadać zaskakujące, mądre historie. Dostępność fotografii cyfrowej sprawiła, że zdjęcia robi dziś prawie każdy, niestety każdemu też wydaje się, że zna się na fotografii i może się zatrudnić jako fotoreporter. Żaden liczący się dziś portal internetowy nie funkcjonuje bez fotografii. Niestety tylko nieliczni wydawcy stawiają na dobrą fotografię, dobrą czyli taką dzięki której możemy się dowiedzieć czegoś ciekawego o świecie, w którym żyjemy. I tu tkwi problem, nie chodzi przecież o miejsce, w którym ukazuje się fotoreportaż tylko o jego jakość. Prasa drukowana przenosi się do internetu i tam powinno się również znaleźć miejsce na mądre zdjęcia, w tym na fotoreportaż.

Co jest dla Ciebie najważniejsze w pracy i jakiego typu zlecenia najbardziej lubisz?
Bartosz Bobkowski – fotoreporter.

Łatwiej odpowiedzieć, jakich tematów nie lubię. Nie lubię, kiedy różnego rodzaju służby prasowe stawiają mnie razem z kilkunastoma kolegami na kilku metrach kwadratowych, za barierką (zwaną żartobliwie „kojcem”), co powoduje, że wszyscy mamy bardzo podobne zdjęcia. O wiele ciekawsze zdjęcia powstają na pozornie nudnych, miejskich tematach, na przykład na otwarciu wyremontowanego oddziału szpitalnego, na którym grupka lokalnych oficjeli natyka się na przed chwilą przywiezionego, leżącego na korytarzu bezdomnego lub uroczystości otwarcia obwodnicy powiatowego miasteczka, gdzie obok bezbarwnych miejskich urzędników pojawiają się rolnicy z pobliskich pól. Dlatego tak trudno odpowiedzieć na pytanie. W mojej pracy nie jestem w stanie przewidzieć, kiedy zrobię ciekawe zdjęcia, bo z pozoru nudne tematy nierzadko okazują się wyjątkowe, a te wyjątkowe mogą okazać się fotograficzną klapą.

Kuba Atys – fotoreporter.

Chociaż największą część mojej pracy w Gazecie stanowi fotografowanie sportu, tak jak wszyscy nasi fotoreporterzy obsługuje też inne tematy. Sport jednak jest mi najbliższy, jako fotograf najpewniej się w nim czuję, wiem co chce przekazać zdjęciem  i w jakiej formie. Często znając potrzeby konkretnych  kolumn sportowych Gazety  ich sposób łamania już w czasie fotografowania myślę  jak to zdjęcie w gazecie może być wykorzystane. Gdy ten mój pomysł znajdzie uznanie redaktora, zdjęcie zostanie użyte, będzie łączyło swój fotograficzny przekaz z tytułem, leadem, otrzyma dowcipny, podpis mam największą satysfakcję. I nieważne, że w tę gazetę już po południu ktoś może zawinąć przysłowiowe śledzie. Chwila gdy rano biorę do ręki gazetę z dobrze wykorzystaną swoją fotografią wciąż jest dla mnie najważniejsza.

Adam Golec– fotoreporter.

Biorąc się do wykonania pracy, zawsze staram się pracować na 100 %, nie zastanawiam się nad końcowym miejscem publikacji, próbuję zrobić dobre zdjęcia. Opowiedzieć o temacie. Im dłużej fotografuję, tym więcej chcę opowiadać zdjęciem. Oczekiwałbym też od czytelnika lub widza, by dano mu możliwość wysłuchania tego co mam w fotografii do powiedzenia. By dostał zdjęcie w dobrym formacie, w pełnym moim kadrze i dobrym druku, ale nie w książce, na to mam czas na emeryturze, tylko na czołówce dziennika, rozkładówce lub okładce magazynu.


Gdzie najchętniej widzisz swoje prace? Gdzie, Twoim zdaniem, jest ich miejsce? Czy wykonując pracę myślisz o tym jak będzie opublikowana?


Sławek Kamiński
, w GW od 1991.

Mnie osobiście cieszy każda publikacja, nawet mała. Myślę, że nie jestem wyjątkiem. W zawodzie pracuję od 23 lat i czasem w ciągu dnia wykonuję nawet 1000 zdjęć i więcej, aby wybrać kilka. Jednak do każdego jestem bardzo przywiązany, trudno mi je wybierać czy wyrzucać. Czasy się zmieniają, pojawił się internet, który gwarantuje o wiele większą oglądalność niż gazeta. A przecież, o tym marzy chyba każdy autor.

Bartosz Bobkowski – fotoreporter.

Trudny wybór. Zdjęcie w internecie żyje do kilku godzin, w gazecie najwyżej kilka dni, w albumie zostaje na lata. Jednakże w albumie zdjęcie obejrzy kilka tysięcy, w gazecie kilkaset, a w sieci być może kilka milionów. Nasuwa się pytanie o widza każdego z wymienionych mediów – czy dla internauty ma znaczenie jakość fotografii? Nie wiem. Czy dla czytelnika gazety? Mam nadzieję. Ta niewiedza powoduje, że każde miejsce jest dobre dla fotografii – bez znaczenia, czy jest to monitor w metrze czy warszawska „Zachęta”. Ważne by w czasach szumu informacyjnego, zdjęcie wywołało emocje – zadumę, wzruszenie, śmiech lub gniew.

Damian Kramski – fotoreporter.

Wszędzie, najlepiej w tych miejscach, w których może je obejrzeć jak najwięcej odbiorców.

Adam Golec – fotoreporter.

Jestem fundamentalnym zwolennikiem publikacji prasowej mojego zdjęcia i nikt nie odciągnie mnie od tej wiary. Bezdomność fotoreportażu jest dla mnie fikcją. Publikuje się fotografię prasową, rzadziej lub częściej, ale publikuje. Często żyje ona jeden dzień, ale ten jeden dzień dla dobrej fotografii newsowej jest tym dla czego ona powstała. Siła jej rażenia w 500.000 nakładu nędznego papieru powoduje, że warto dla tego dnia żyć.
Dobry portret raz jedyny opublikowany, do jednego świetnego wywiadu, żyje dziesięciolecia. Bo wywiad był o rzeczach istotnych, z kimś istotnym i przeczytało go i zobaczyło tylu ludzi co publiczność odwiedzająca National Gallery przez pół roku.Tytuły papierowe ratują się wersjami internetowymi (nie mylić z portalami informacyjnymi, które to dostarczają newsa w sposób szybki, prosty i powierzchowny). Internet  stworzył fotoreporterom protetyczny wirtualny świat, w którym można wydłużyć życie zdjęcia prasowego. Publikować je w czystej formie lub, co jest wartością dodaną do klasycznego fotoreportażu, w postaci multimediów. Tu fotoreporter już w znanej nam postaci nie wystarcza. Musimy się zbroić w kamerki, rejestratory audio. To już odbiega od czystej fotografii. W fotokastach ważna jest seria, narracja dźwiękiem, efektowny montaż. To jest nowy świat, od którego nie da się uciec, ale dobrego fotoreportażu on nie zastąpi. Poklatkowość zaburza możliwość koncentracji na pojedynczej dobrej fotografii. Nie ma czasu na kontemplację kompozycji, odbiór drugich planów, czy analizę postaci.

Przy wyborze zdjęcia co dla Ciebie liczy się najbardziej: czytelność tematu w zdjęciu, konkretny fotograf czy agencja? Jak istotny wpływ mają preferencje dziennikarza piszącego artykuł?
Beata Łyżwa - Sokół, fotoedytor Gazety Wyborczej od 2006 r.

Zawsze liczy się najlepsze zdjęcie, najlepiej ilustrujące temat, pokazujące bohaterów, sytuację, istotę konfliktu. Fotoedytor często wybiera zdjęcie razem z redaktorem tekstu bądź z dziennikarzem, stara się wybrać fotografię odpowiednią do kontekstu, ale też taką, która odpowiada wymaganiom technicznym i estetycznym gazety.
Fotoedytor - idealne połączenie cech fotografa i dziennikarza oraz researchera. Potrafi szybko ocenić wagę wydarzenia i podjąć decyzję, czy coś trzeba sfotografować, czy coś w ogóle można pokazać za pomocą zdjęcia. Współpracuje z dziennikarzami, zapoznaje się z tekstami, do których szuka, zleca bądź zdobywa zdjęcia. Fotoedytor nie szuka obrazków, tylko zdjęć które niosą dodatkową informację, uzupełniają tekst bądź go zastępują. Posiada pamięć fotograficzną - fotoedytor ma w głowie tysiące zdjęć, tysiące twarzy i sytuacji, dzięki czemu zawsze może się wydobyć zdjęcie, które kiedyś nie zostało wykorzystane albo było ważne w związku z danym wydarzeniem…

Rafał Szczepankowski – fotoedytor.

Najbardziej istotną kwestią przy wyborze zdjęć do tekstu, jest dla mnie sposób ujęcia tematu przez fotografa, to jak przepuszcza on/ona temat przez swój osobisty filtr, jak naznacza zdjęcie swoją osobowością. Mając na co dzień do czynienia z pracami naszych fotografów, możemy czasami ze stuprocentową pewnością określić autora, nie czytając podpisu. Oglądając przygotowany materiał oczekuję jednak, że fotograf mnie czymś zaskoczy - nietypową formą, nowatorską kompozycją…  Liczy się również jego zaangażowanie w zamówiony temat, a również znajomość zagadnienia. Dlatego wysyłając fotografa biorę pod uwagę jego osobiste zainteresowania. Jeśli mam zamówienie na przykład na koncert hiphopowy, to nie wysyłam na ten temat maniaka jazzowego i vice versa, a mamy w naszej agencji miłośników zarówno jazzu, jak i hiphopu. Idealne zdjęcie to takie, które spełnia oczekiwania zarówno grafika, redaktora, jak i fotoedytora, pozostając czytelnym w kwestii przekazu dla czytelnika – obrazuje tekst dziennikarza, będąc nie tyle transparentną ilustracją, co również komentarzem autorskim fotografa. Wydaje się, że mając do spełnienia tyle oczekiwań, niekiedy ze sobą konkurujących, rola fotografa ogranicza się tylko do naciśnięcia spustu migawki. Nic bardziej mylnego – autor zdjęć ma cały wachlarz możliwości do wyboru – kompozycji kadru, sposobu oświetlenia, po aktywne zastosowanie głębi ostrości, dodatkowe parametry naświetlania i technikę.
Niekiedy wizja fotografa okazuje się dla redaktora zbyt śmiała, wtedy trzeba walczyć o zdjęcie i wypracować wspólny kompromis. Na etapie łamania gazety, tj. wlewania tekstu i zdjęcia na stronę następuje niekiedy zderzenie oczekiwań grafika, redaktora i fotoedytora, np. co do formatu zdjęcia. Może się tak zdarzyć, że na stronach sąsiadujących ze sobą pojawiają się zdjęcia w podobnej formie (np. dwie fotografie 3-szpaltowe). Żeby tego uniknąć, już na etapie zamawiania zdjęć, prosimy fotografa, żeby przygotował zdjęcie w dwóch formatach: poziomym i pionowym. Z tym drugim bywa niekiedy trudność, gdyż nie każdą scenę da się pokazać w naturalny sposób wertykalnie. Człowiek przyzwyczajony jest do oglądania rzeczywistości w kadrze horyzontalnym. Niestety, układ gazety wymaga pewnej dynamiki, a tę można uzyskać nie tylko poprzez samą treść zdjęcia, ale również poprzez zróżnicowanie formatów.

* Dyskusja z cyklu „Pytania o fotografię” Pt. „Przyszłość fotoreportażu” odbyło się 8 stycznia 2009 w Galerii Zachęta. Uczestniczyli w nim: Karolina Lewandowska, Anna Brzezińska-Skarżyńska, Piotr Janowski, Andrzej Kramarz. Dyskusję moderowała Joanna Kinowska.

Ludzie, wydarzenia, przemiany 20 lat fotografii „Gazety Wyborczej”

Asia | Informacje | środa, czerwiec 3rd, 2009

Fotografowie „Gazety Wyborczej” codziennie przez 20 lat przyglądali się Polsce, Europie i światu. Pokazywali współczesność na milionach klatek. Jak je uporządkować, jak z tego bogactwa ułożyć opowieść o wolności?

Wystawa w Zachęcie nie ma swojej chronologii. Kuratorzy odrzucili tradycyjny sposób ekspozycji, nie chcieli, by rocznicowa ekspozycja była tylko popisem sztuki fotografowania. Skupili się na tym, co wspólne dla autorów i czytelników — na doświadczeniu wolności.

Nasza wystawa ma wielu bohaterów. Wśród nich wielcy Polacy: Jerzy Giedroyc, Wisława Szymborska, Andrzej Wajda. A obok: urzędnicy, nauczycielki, rolnicy, feministki, Romowie, bezrobotni, anonimowi przechodnie, czy nietypowe spotkania współobywateli, których Jerzy Gumowski fotografował z lotu ptaka. Jednak głównym bohaterem jest zmiana. Podkreślają to sekwencje fotografii sprzed dwóch dekad kontrastujące z obrazami współczesności. Zmianę rejestrują również amatorzy, także ich prace znalazły się na wystawie. Zdjęcia może niedoskonałe, ale szybkie i szczere. Zawodowcom odebrano wyłączność. Dziś fotografują wszyscy. Dlatego profesjonaliści stawiają sobie pytania o społeczny sens ich zawodu. Jedni odrzucają skostniałe, z pozoru doskonałe formy na rzecz spontaniczności, inni wracają do korzeni sztuki fotografii.

Kolejnym bohaterem wystawy są zbiorowe emocje: wydarzenia polityczne, ekonomiczne, religijne, sportowe. Niekończące się debaty o kształcie polskiej szkoły, reformie służby zdrowia, Kościele, homofobii, lustracji, antysemityzmie. I wreszcie codzienność każdego z nas nieujęta w ramy wydarzeń i dat. Kalejdoskop zaskakujących, dynamicznych sytuacji, w których zawiera się paradoks — polska rzeczywistość dorasta do europejskiej normy. Z wielu zdjęć jakby wyparowała nadwiślańska egzotyka. Transformacja mimo wszystko okazała się sukcesem. Ale obok istnieje Polska, która prawie się nie zmienia, starość i bieda w 1989 i 2009 roku wyglądają niemal tak samo.

Przełom demokratyczny otworzył przed nami świat. Każdy ma szansę spotkania innych ludzi, przedstawicieli innych kultur, religii, sposobów myślenia. Skorzystali z niej także fotografowie „Gazety” — tancerka flamenco w Sewilli, arabscy imigranci pod Paryżem, sycylijscy rybacy, hipisi z USA, bezdomne dzieci w Petersburgu, król rumuńskich Cyganów, uchodźcy z Kosowa, polskie Boże Narodzenie w Edynburgu — zapis bogactwa i różnorodności świata. Ale w obiektywach fotografów znalazły się też miejsca szczególne: Czeczenia, Palestyna, Afganistan, Irak, kraje afrykańskie i ludzkie życie naznaczone wojną. Na ich tle rewolucje 1989-1990 w Europie Środkowej i Wschodniej wydają się cudem.

kuratorzy wystawy:
Dominique Roynette - dziennikarka, dyrektorka artystyczna francuskich dzienników, współautorka wielu graficznych koncepcji „Gazety”
Piotr Wójcik - fotograf, szef działu foto „Gazety”
Joanna Kinowska - fotograf, kierowniczka działu edukacji Zachęty

projektant ekspozycji Grzegorz Rytel
dźwięk Paweł Ziętara - TOK FM

organizatorzy wystawy: Gazeta Wyborcza, Zachęta Narodowa Galeria Sztuki
współorganizator Domański Zakrzewski Palinka

Wystawa mogła powstać dzięki pracy całego działu fotograficznego Gazety Wyborczej
Ekspozycja prezentowana od 12 maja do 12 lipca 2009 r.

Pomoc w organizacji ekspozycji Adam Kozak
Wystawa mogła powstać dzięki pracy całego zespołu działu fotograficznego Gazety

Krzysztof Miller z projektu 13 wojen 13 wojen na szkle,  zreprodukowane w mokrym kolodionie


2005 - WARSZAWA. ZBIGNIEW HONOSZEWSKI BIERZE UDZIAü W ŚWICZENIACH EWAKUACJI Z WIEŻOWCA ELEKTRIM
FOT. ROBERT KOWALEWSKI / AGENCJA GAZETA

1989 - WARSZAWA. DEMONTAŻU POMNIKA FELIKSA DZIERŻYŃSKIEGO

FOT. JACEK MARCZEWSKI / AGENCJA GAZETA

1989 - WARSZAWA. PIERWSZE POSIEDZENIE SENATU. WOJCIECH JARUZELSKI, LECH WAŁĘSA , BRONISŁAW GEREMEK
FOT. SŁAWOMIR SIERZPUTOWSKI / AGENCJA GAZETA

1995 - WARSZAWA. OGŁOSZENIE WYNIKÓW WYBORÓW PREZYDENCKICH. SZTAB WYBORCZY JACKA KURONIA
FOT. PIOTR WÓJCIK / AGENCJA GAZETA

2006 - WARSZAWA. KONTRMANIFESTACJA SKINHEADÓW PODCZAS PARADY RÓWNOŚCI
FOT. KRZYSZTOF MILLER / AGENCJA GAZETA

2004 - RUDA ŚLĄSKA. NA PODWÓRKU
FOT. ALEKSANDER PRUGAR / AGENCJA GAZETA

2000 - PALESTYNA, RAMALLAH. DRUGA INTIFADA
FOT. PIOTR JANOWSKI / AGENCJA GAZETA


2008 - CHINY, PEKIN. BIEG MARATOŃSKI PODCZAS IGRZYSK OLIMPIJSKICH
FOT. BARTOSZ BOBKOWSKI / AGENCJA GAZETA

2005 - ROSJA, MOSKWA. GAZETA KOMIERSANT UKAZAŁA SIĘ Z PUSTYMI STRONAMI NA ZNAK PROTESTU PRZECIWKO KARZE ZASADZONEJ PRZEZ MOSKIEWSKI SAD
FOT. KRZYSZTOF MILLER / AGENCJA GAZETA

Czysty Street w Warszawie VLADIMIR BIRGUS do 7.06!

admin | Informacje | wtorek, czerwiec 2nd, 2009

http://www.zpaf.pl/pl/content/gal/galerie.php

http://www.birgus.com/

Sezon Foto-Wystaw w Stolicy

admin | Informacje | wtorek, czerwiec 2nd, 2009

Polecamy Waszej uwadze:

1)

Polska Agencja Prasowa “20 lat wolności”

PAP: Blisko 140 zdjęć z archiwów Polskiej Agencji Prasowej, przedstawiających polską drogę do 1989 roku, wybory 4 czerwca oraz najważniejsze wydarzenia kolejnych 20 lat znalazło się na wystawie fotograficznej PAP “20 lat wolności” otwartej we wtorek na dziedzińcu budynku Metropolitan na stołecznym pl. Piłsudskiego.

2)

Schyłek Peerelu
Lata 80. w zdjęciach z agencji FORUM

Na stronie czytamy:

Na wystawie Schyłek Peerelu. Lata 80. w zdjęciach z agencji FORUM zaprezentujemy ponad 200 zdjęć wykonanych w latach 1980–89. Ich autorami są uznani fotografowie m.in. Krzysztof Wójcik, Chris Niedenthal, Jacek Marczewski, Aleksander Jałosiński, Krzysztof Pawela. Prezentowane fotografie pochodzą ze zbiorów Polskiej Agencji Fotografów FORUM. Wystawa podzielona jest na rozdziały: Miasto i ulica, Handel, Wnętrza, Praca, Gastronomia, Polityka, Transport, Służba zdrowia, Alkohol, Jarocin, Sport, Prowincja i Religia.

Dom Spotkań z Historią

Warszawa, ul. Karowa 20

WSTĘP WOLNY

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck