Jesse Marlow with Joanna Kinowska
Poniżej unikalna wersja polsko-języczna wywiadu z Jesse Marlow. Zapis rozmowy Asi w oryginalnej wersji językowej znajdziecie tutaj: http://gruppof.blogspot.com/2008/11/invited-quest-jesse-marlow.html
Enjoy!
JK: Jesteś fotografem dokumentalistą. Co to dla Ciebie znaczy robić dokument? Czy masz coś w rodzaju fotograficznego „credo”?
JM: Fotografia dokumentalna interesowała mnie od zawsze. Sam zaś zacząłem kiedy miałem 8 lat, dostałem wtedy od wujka album o graffiti w nowojorskim metrze. Potem pożyczyłem od mamy jej lustrzankę i razem z bratem chodziliśmy po ulicach szukając kolorowych murali, które akurat wtedy – w połowie lat osiemdziesiątych pojawiały się na przedmieściach Melbourne. Od kiedy zacząłem pracować jako fotograf, zacząłem poszukiwać mniejszych historii. Mój projekt „The Wounded”/”Zranieni” był w tym znaczeniu bardziej konceptualnym dokumentem. „Zranieni” powstał po tym, jak złamałem ramię i zauważyłem obok siebie wielu innych ludzi w podobnej sytuacji.

Jesse Marlow, z serii „Zranieni”
JK: „Konceptualny projekt dokumentalny” to przedziwna hybryda. Co to oznacza? Czy ma to dla Ciebie jakiś związek z fotografią dokumentalną w sztuce konceptualnej lat 1970 i 80-tych? Tak czy inaczej, w tej chwili powstaje bardzo dużo projektów opartych o idee konceptualizmu w fotografii, ale z samym „czystym” konceptualizmem niewiele mając wspólnego.
JM: Nie, rzeczywiście nie ma to żadnego przełożenia na sztukę konceptualna lat 70- i 80-tych. „Zranieni” to seria zdjęć dokumentalnych powstałych na ulicach. Cały ten projekt tworzyłem mając w głowie pomysł na książkę. Liczył się temat, podejście do wykonywania zdjęć oraz jednolity styl – w tym znaczeniu jest to konceptualne bardziej przemyślane i konsekwentne niż inne prace, które podejmowałem.
JK: Dokumentowanie graffiti doprowadziło Cię do dokumentowania zwykłych chwil z dnia codziennego i tego co dzieje się na ulicach. Czy zauważasz coś co by różniło tak zwaną streetphotography od innych „zwykłych” zdjęć wykonywanych na ulicy?
JM: „Fotograf uliczny” nigdy się nie wyłącza. Prace Matt Stuart, Blake Andrews, Nils Jorgensen i innych z in-public.com są na to świetnym dowodem, że fotograf uliczny nigdy nie przestaje patrzeć i wykonywać zdjęć. W tym znaczeniu fotografia uliczna to ciągłe poszukiwanie nierealnych i „innych” momentów w codziennym życiu.
JK: Opowiedz o projektach internetowych i kolektywach, w których bierzesz udział – jak Oculi i in-public. To fascynujące strony poświęcone fotografii.
JM: Jestem w In-public i Oculi od wielu lat. Obydwa kolektywy powstały w podobny sposób – kilku podobnie myślących fotografów, którzy zbierają się w grupę by razem pokazywać swoje prace w Internecie. In.public ma swoje własne forum, zamknięte dla odwiedzających. To świetne miejsce dla fotografów, żeby pokazać swoje najnowsze prace i otrzymać natychmiastową krytykę od reszty grupy.

Jesse Marlow, z serii „Ulice”
JK: Brzmi znajomo, to rzeczywiście dobry pomysł. Do tego też służy między innymi Fblog ( tudzież snaps.pl - przyp. JK) . Zostając jeszcze przy In-public – jak się poznaliście? Czy zdarza wam się pracować razem?
JM: In.public został założony w 2000 roku przez trzech Londyńczyków. Odkryli swoje prace i idąc za pomysłem Nicka Turpina postanowili założyć galerię online do pokazywania zdjęć z ulic. Dołączyłem w 2001 roku a teraz In-public liczy 18 członków. Większośc grupy jest z Londynu i Nowego Jorku, jest też trzech fotografów z Australii, w tym ja. Jesteśmy wszyscy przyjaciółmi przez to nasze forum. Często się zdarza, że umawiają się na kolację czy wspólne robienie zdjęć, jeśli ktoś przybędzie do Londynu czy Nowego Jorku, bo tam mieszka większość. Jako In-public przez kilka lat pracowaliśmy nad różnymi projektami – jak publikacje w magazynach, wystawy – w mniejszych grupach.

Jesse Marlow, z serii „Nie mów im, tylko pokaż” /Don’t just tell them, show them
JK: Robisz zarówno czarno-białe zdjęcia jak i kolorowe. Które wolisz?
JM: Nie robiłem zdjęć w czarnobieli od kilku ładnych lat. Po skończeniu „Zranionych” – który w całości robiony był w czarnobieli w zimowe miesiące w Melbourne i w Europie, chciałem bardzo coś zmienić, znaleźć sobie coś nowego. Patrzyłem na rzeczy w inny sposób. Nagle okazało się, że zauważam kolory i kształty. I w ten sposób wszystkie moje zdjęcia od 2005 roku są już w kolorze.
JK: Ok. Zatrzymajmy się na chwilę na aspektach technicznych. Cyfrowe, slajdy, C-41? Eksperymenty z push/pull czy crossprocessingiem?
JM: Ciągle wszystkie zdjęcia robię na filmie. Wszystko w C-41 i na materiałach Fuji ISO 400. Nic nie komplikuję i nie eksperymentuję, potem skaner i z pliku odbitki.
JK: Co z „techniką” na ulicy? Jak wykonujesz zdjęcie: chodzisz dookoła obiektu, uważasz na linie i kształty – komponujesz zdjęcie czy to po prostu bycie w konkretnym miejscu i czasie gdzie akurat coś się dzieje?
JM: Kiedy pracuję na ulicy, nigdy nie mam jakiś idei ani pomysłu, że czegoś konkretnego szukam. Nigdy też nie mówię sobie „Idę w miasto popołudniem i zrobię zdjęcia”. Jeśli tak robię wracam bez zdjęć, bo czuję wymuszanie sytuacji. Moje zdjęcia z „Nie mów im, tylko pokaż” powstały wszystkie podczas codziennych „podróży”. Robienie zdjęć w ten sposób to dla mnie coś naturalnego, dużo bardziej niż poświęcanie konkretnego czasu na zdjęcia na ulicy. Kiedy jestem „tam” i coś przykuwa moją uwagę – scena, podobieństwo, zestawienie czegoś, jakaś kolorowa ściana… Cokolwiek to jest co zwraca moją uwagę – zatrzymuje mnie, nakazuje szybką analizę tego co było przed chwila i poczekanie na dobry moment. Spędziłem całe mnóstwo czasu na ulicach w poszukiwaniu ujęć do serii „Zranieni”, ale teraz pracuję inaczej.

Jesse Marlow, z serii „Nie mów im, tylko pokaż” /Don’t just tell them, show them
JK: Chciałabym poznać więcej szczegółów na temat „Nie mówi im, tylko pokaż”. O czym jest ta seria? Sądzę, że właśnie w tej serii są zdjęcia najlepiej kojarzące się z Tobą, te najważniejsze i najbardziej charakterystyczne dla całej Twojej pracy.
JM: „Nie mówi im, tylko pokaż” to moja najnowsza – ciągle trwająca seria. Stylistycznie jest bardzo zróżnicowana od „Zranionych”, gdzie była bardzo wyraźna struktura projektu. Teraz to bardziej luźne robienie zdjęć, a dotyczy banalności codziennych chwil w mieście, na ulicy.
JK: No tak, banał życia codziennego. Śmieszne czasem, ale zawsze pokazane z szacunkiem. Jak ważne jest to dla Ciebie w trakcie robienia zdjęć? Czy kiedyś zdecydowałeś nie zrobić fotografii kiedy coś działo się tuż przed Twoimi oczami?
JM: Oczywiście i to bardzo wiele razy chciałem zrobić zdjęcie, ale w końcu wykonałem tylko „zdjęcie w głowie”. To bardzo ważne, fotograf musi wiedzieć kiedy nie zrobić zdjęcia gdy jest na ulicy.


Jesse Marlow, z serii „Nie mów im, tylko pokaż” /Don’t just tell them, show them
JK: Skąd czerpiesz inspirację do pracy? Czy jest jakiś fotograf, który miał ważny wpływ na to co robisz?
JM: Kiedy byłem młodszy i zaczynałem robić zdjęcia oczywiście bardzo fascynowali mnie fotografowie z Magnum. Nie tylko ich wspaniałe zdjęcia ale przede wszystkim możliwość zrobienia doskonałego zdjęcia w każdej sytuacji. Fotografowie tacy jak Joel Meyerowitz, Gary Winogrand i Josef Koudelka byli dla mnie najważniejsi i najbardziej wpłynęli na to jakim fotografem dziś jestem. Przez ostatnie 8 lat było tak wielu ludzi artystów i fotografów, którzy mnie inspirowali…. Może ostatnio najbardziej mnie poruszyły mnie prace australijskiego malarza Jeffery Smart’a.
JK: Bardzo interesujące nazwiska. To nie jest takie oczywiste, kiedy patrzę na Twoje zdjęcia. Co więcej dziś już Twoje zdjęcia stanowią inspiracje dla następnych….
JM: Dziękuję…
JK: Bardzo dziękuję za ten e-wywiad. Dziękuję za możliwość pokazania Twoich prac w Fblogu i Snaps-blogu :)

Jesse Marlow, z serii „Ulice”/The Streets

Jesse Marlow, z serii „Zranieni”
Więcej zdjęć Jesse Marlow http://www.jessemarlow.com/work
e-talk by Joanna


Bardzo ciekawa lektura, dobry wywiad. Pozdrawiam
Komentarz od Kolka — 06/12/2008 @ 15:59
I have seen those street shots somewhere before ! Amazing..
Komentarz od kheoh yee wei — 08/12/2008 @ 13:08
dobra robota :-)
Komentarz od Lapa — 09/12/2008 @ 22:32
o..doczekalem sie ;)
super
kto i kiedy nastepny bedzie, pani Joanno?
;)
Komentarz od rj — 11/12/2008 @ 02:18